środa, 17 maja 2017

O akceptacji

Ostatnie miesiące były petardą. Działo się bardzo dużo i to w krótkim czasie.

Odkryłam wtedy w sobie nową supermoc. Akceptację.

Zmiany otoczenia, pracy, poszukiwanie mieszkania i przeprowadzka są jednymi z najbardziej stresujących momentów w życiu. I właśnie wtedy okazało się, że wcale nie trzeba się spinać i snuć katastroficznych scenariuszy. Nie trzeba budować lęku i napięcia. A można zaakceptować to, co się dzieje, i że wszystko samo popłynie w dobrą stronę, a moją rolą jest tylko wychodzenie temu na przeciw.

Dowiedzieliśmy się o sobie wielu pozytywnych rzeczy. Że nawet biegając z przeładowanymi torbami z czwartego piętra kilka razy i dysząc jak parowóz można się śmiać. I że nic nam nie jest straszne.

Uczestniczyłam ostatnio w kursie doskonalenia dydaktycznego. Piątkowe wieczory okazały się być wielką niespodzianką! Właśnie wtedy czułam radość z bycia tu i teraz.

Radość z przebywania z innymi zaczyna się od akceptacji. Dzięki temu czujemy się bezpiecznie. Teraz widzę, dlaczego z tak chętnie wracam do Domu.

Te odkrycia ostatnie pozwoliły mi bardziej cieszyć się tym, co mi się przydarza. Nawet kupowaniem kurczaka na obiad, czy czekaniem kilka godzin w kolejce u lekarza.



:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz