poniedziałek, 5 września 2016

W spirali oczekiwań

Ostatni rok był dla mnie bardzo dynamiczny. I nie zamierzam obniżać swoich lotów.

Wszystko to jednak wiąże się z oczekiwaniami stawianymi mojej osobie.

Dopiero pod koniec studiów zrozumiałam bardzo ważną rzecz - nie zostałam stworzona do tego, by realizować czyjeś oczekiwania.

Kiedyś poddawałam siebie nieustannej presji. Bycie najstarszą z rodzeństwa obligowało do bycia dobrym wzorem dla młodszych. W liceum panicznie bałam się wypaść źle. Ogarniał mnie tak wielki lęk, że bolał mnie brzuch i nie mogłam jeść. Tylko na lekcjach chemii byłam w swoim żywiole.

Nieustannie bałam się, że kogoś zawiodę.

Na studiach zdałam sobie sprawę, że tak nie da się żyć na dłuższą metę. Okazało się, że nawet jeśli czegoś nie uda się zaliczyć za pierwszym razem, nie świadczy to o tym, że jestem gorsza, głupsza, itp. Że oceny nie odzwierciedlają tego, jakim jestem człowiekiem.

Są i zawsze będą ludzie, którzy "doskonale wiedzą co jest nam do życia potrzebne". Stawiają niekończącą się listę oczekiwań. I im będę starsza, tym będą bardziej ingerować w to, kim jestem. Spełnianie każdego "życzenia" jest udręką, jak wyrzut sumienia.

To, co robię, będzie miało prawdziwą wartość jedynie wtedy, gdy będzie wypływało ze mnie. I tak było choćby z prawem jazdy. Nie zrobiłam tego, bo ktoś na mnie naciskał. Zawsze chciałam nauczyć się jeździć. Ograniczał mnie budżet, a zmuszanie mnie do tłumaczenia się na forum rodziny było żenujące i piekielnie irytujące.

Długą drogę musiałam przebyć, aby to sobie uświadomić. I żyje mi się lżej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz