czwartek, 28 lipca 2016

Uległa

Przychodzą mi do głowy ostatnio różne rzeczy.

[Stres związany z uzyskaniem biletu do spełnienia marzeń wreszcie ustępuje.]

Myślałam o tym, że byłam dotąd zbyt uległa. Żyłam (i nadal trochę tak jest) w lęku przed sygnalizowaniem otoczeniu mojego zdania. Nie chciałam, aby komuś było przykro, bałam się, co ten ktoś pomyśli. Nie wiem, skąd się to we mnie wzięło.

Zdałam sobie sprawę, że jest to droga donikąd. Że z liczbą takich sytuacji, w których zgodziłam się na coś, na co szczerze nie chciałam, pojawiała się we mnie frustracja i rosła, rosła, rosła... Przez to unieszczęśliwiłam siebie. W pewnym momencie do perfekcji opanowałam udawanie, że wszystko gra. Ale ile można tak żyć?

Podobnie sprawa ma się z wmawianiem sobie, że coś mi odpowiada. Oraz z rezygnacją z dotychczasowych zachowań pod wpływem przebywania w czyimś towarzystwie.

Bardzo ważne jest dla mnie zrozumienie w kwestiach fundamentalnych oraz szacunek do moich przekonań i decyzji. Nie znoszę być do czegoś zmuszana [klasyka gatunku "bo ktoś tak chce"].

Coraz mocniej czuję, na czym chcę budować przyszłość i jak chcę żyć.

I życzę sobie siły, by już więcej siebie nie zatracać.



Ta piosenka przyprawia mnie o drżenie serca :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz