czwartek, 28 kwietnia 2016

Just relax!

W ostatnim czasie dotarłam do ściany. Chyba pierwszy raz w życiu miałam do czynienia z tak długim pasmem niepowodzeń i rozczarowań.

Punktem krytycznym było to, że operacja, na którą czekam od ponad roku została przesunięta na październik bez mojej wiedzy. Niepotrzebnie wykonałam kosztowne badania, bez których operacja ta nie mogłaby się odbyć. Byłam wściekła, gdy na trzy dni przed operacją zadzwoniłam do szpitala celem potwierdzenia operacji i zostałam uprzejmie powiadomiona, że termin uległ zmianie... Cóż, nie da się dyskutować. To nic, że mieli obowiązek mnie poinformować, ale niby zgubili mój numer telefonu (tak jakby nie można było wysłać listu).

Później miały miejsce jeszcze inne wypadki.

Zrobiłam w tej sytuacji najlepsze co mogłam - wykorzystałam ten czas dany mi "ekstra". Codziennie chodziłam do laboratorium pracować nad wiśniowym szkliwem. Przynajmniej tłukąc w moździerzu szklaną frytę mogłam wyładować złość i bezradność.

Miałam wczoraj sen, że moje próbki wypaliły się na zielono. Dziś okazało się, że dwie próbki wypaliły się na "kolor ze snu"!

Jutro dowiem się, co dalej z tym majdanem...

Już nie mogę się doczekać piątku. Jedziemy na Mazury. Marzę już, by odciąć się od spraw, które zaprzątają mój umysł. By cieszyć się naturą. Ciszą. Czuć wiatr we włosach i napełniać płuca czystym powietrzem.

Prawo Murphy'ego okazuje się być prawdziwe. Gdy wszystko się układa, aż boję się uczucia oszołomienia ze szczęścia. A tym bardziej, że z każdym takim zdarzeniem będzie tak wspaniale, że to chyba nieprawdopodobne. Narkotyczny stan.

Mam nadzieję, że od dziś to wszystko zacznie się prostować.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz